Stu sześćdziesięciu pięciu zawodników z czternastu klubów i czterech województw uczestniczyło w VI Zawodach Otwarcia Sezonu Łuczniczego o Puchar Burmistrza Pobiedzisk.
Obok reprezentantów klubów z dwudziestoletnią historią jak SKS Morświn Gdynia startowali zawodnicy zespołów początkujących – Reduta Ordona ze Starego Miasta koło Konina.
Odgłosy grotów strzał wbijających się w tarcze, dźwięk gwizdka i głos spikera informujący, że zakończyła się seria treningowa, usłyszeć można było w niedzielę na stadionie przy ul. Kiszkowskiej w Pobiedziskach, gdzie najczęściej widzi się piłkarzy.
Zawodnicy strzelali do czterdziestu czterech tarcz. Bardziej doświadczeni starali się trafić do celu oddalonego o 30 metrów, dzieci do tarcz położonych o 10 metrów.
Wśród uczestników były dzieci siedmioletnie i mastersi liczący ponad siedemdziesiąt lat.
Organizatorem zawodów był UKS 11 Pobiedziska i Ośrodek Sportu i Rekreacji w Pobiedziskach.
– Klub rozwija się dobrze. We wrześniu będziemy obchodzili pięć lat. Niedzielne zawody są największymi, jakie dotąd organizowaliśmy – mówi pani Bernadeta Michalak trener UKS 11 Pobiedziska.
Zawody o Puchar Burmistrza Pobiedzisk były pierwszymi dla łuczników Reduty Ordona ze Starego Miasta koło Konina.
– Ten start potraktowaliśmy jak rodzaj testu i jesteśmy zadowoleni z wyników. Większość z nas trenuje od ośmiu, dziewięciu miesięcy – mówi Kornel Nijakowski z Reduty Ordona.
Trzyletnią historią może się pochwalić UKS Gryf. Klub z Pomorza może się też pochwalić młodzikami, którzy w czasie Międzywojewódzkich Mistrzostw Polski wywalczyli pierwsze miejsce. Inni ich zawodnicy startują w zawodach Pucharu Polski.
UKS Morświn Gdynia przygotowuje się z kolei do jubileuszu 20-lecia działalności. Od początku prowadzi go pan Henryk Szylberg.
– Trenowałem łucznictwo od trzynastego do trzydziestego trzeciego roku życia. Po dłuższej przerwie wróciłem do tego sportu i przez ostatnie dwie dekady prowadzę klub. Mam tyle zajęć, że na własne treningi brakuje mi czasu – mówi pan Henryk Szylberg.
W Pobiedziskach lider Morświna jednak strzelał i otrzymał nagrodę dla najstarszego zawodnika.
Najmłodszą zawodniczką, która też została nagrodzona, była Łucja Waligóra z UKS 11 Pobiedziska.
Pobiedziskie zawody były dla łuczników „pobudką” po okresie startów i treningów w halach. Mieli okazję przypomnieć sobie, jak się strzela na wolnym powietrzu, gdy strzały są narażone na podmuchy wiatru. Na szczęście aura była łaskawa dla sportowców.
– Każde zawody są lepsze od najlepszego treningu na własnym obiekcie. Udało nam się zrealizować założenia, z jakimi przybyliśmy do Pobiedzisk. Jesteśmy tu po raz kolejny. To dobre zawody dla początkujących łuczników – mówi Sebastian Zieliński prezes UKS Sokół Brzoza.
Leszek Walkowiak z UKS Leśnik Poznań dodaje, że w czasie takiego turnieju zawodnik, który jeszcze nie walczy o miejsce na podium ma okazję powalczyć o własne umiejętności, o własną technikę. Trenerzy wyjaśniają, że w czasie turnieju nie mogą podejść do strzelającego zawodnika. Ich podopieczny może więc polegać tylko na swoich umiejętnościach.
Niedzielne strzelanie było zróżnicowane nie tylko ze względu na geografię klubów, wiek zawodniczek i zawodników, czy rodzaj łuków.
Na murawie pobiedziskiego stadionu pojawili się łucznicy specjalizujący się w łucznictwie terenowym.
– Są to zawody, w trakcie których strzela się do figur zwierząt rozstawionych w terenie zielonym. Na figurach są strefy, w które należy trafić. Jeśli uda się to za pierwszym razem, otrzymuje się najwięcej punktów. Figury stoją w różnych odległościach od łuczników. Zespoły liczące po 6 osób, przechodzą od jednej do drugiej figury – opowiada Ewa Gilner prezes Stowarzyszenia Łuczników Poznańskich Jackalope & Siemowit.
fot. R. Domżał



























































