WIELKI SUKCES PATRYCJI TALAR W WINGS FOR LIFE WORLD RUN

439907733_1006771981243355_4137726598912649331_n
Patrycja Talar po raz trzeci zwyciężyła w lokalnej edycji biegu charytatywnego Wings for Life World Run. Po zwycięstwach w Poznaniu i szwajcarskim Zug triumfowała w słoweńskiej Lublanie.  Gratulujemy!
Samochód pościgowy, będący odpowiednikiem linii mety, dogonił biegaczkę, gdy była na 47 kilometrze 770 metrze trasy. Na przebiegnięcie tego dystansu potrzebowała 3. godzin 23 minut. W klasyfikacji globalnej – światowej dało to pobiedziskiej sportsmence 9. miejsce. Niedzielny bieg wygrała Dominika Stelmach. Startując w Poznaniu, przebiegła 55 km. Na podium klasyfikacji światowej zmieściły się jeszcze Natasha Szustic z Chorwacji, która przebiegła 51,1 km oraz Niemka Ingalena Schomburg-Heuck – 50,8 km.
W pierwszej dziesiątce na świecie sklasyfikowana została jeszcze jedna Polka Monika Brzowska, pokonała  48 km.
Celem jedynego na świecie biegu, w którym meta w postaci samochodu pościgowego goni zawodników, jest zbiórka pieniędzy na badania, które doprowadzą do wypracowania metody leczenia urazów rdzenia kręgowego.
Wspomnienia Patrycji Talar z biegu w  Los Angeles i w Kanadzie, jak sama nazwała swoje starty w USA
Niezła mieszanka dla organizmu
Bieg w Los Angeles mogę zaliczyć do bardzo udanych startów. Początkowo biegłam na dalszej pozycji, mając sporą stratę do prowadzących dziewczyn. Być może właśnie ten spokojny początek pozwolił mi przetrwać na wymagających podbiegach, które czekały nas na kolejnych kilometrach. Systematycznie przesuwałam się jednak do przodu, by na 1,5 km przed metą walczyć już o pierwszą lokatę z zawodniczą z USA. Z pojedynku tego wyszłam, albo lepiej – wybiegłam zwycięsko.  Niesamowite doświadczenie zwyciężać tak daleko od domu i jednocześnie duma, że Polska jest na pierwszym miejscu podium!!! Do tego niesamowity doping ze strony moich znajomych! Nikt nie był tak głośny, jak polska ekipa! Warto dodać, że bieg ten ukończyło ponad 6,5 tysiąca biegaczy. To był niesamowity dzień.
Kolejne dwa starty zaliczyłam w Kanadzie, a dokładniej w Toronto. Były to znacznie mniejsze biegi, w których od początku biegłam w ścisłej czołówce. Pierwszy start to totalnie zupełnie inna aura, śnieg i -6 stopni C… Było tęskno do ciepłej Kalifornii…  Drugi start, już przy plusowej temperaturze, wzdłuż jeziora Ontario. Piękne widoki, które momentami dałam radę zauważyć. Ale rozglądać się zbyt mocno nie mogłam, bo trzeba było cisnąć do przodu. Były to równie udane starty, gdzie zajęłam pierwsze lokaty. Dodatkowo sporo nowych znajomości. W ciągu kilku dni przeżyliśmy oprócz dużych różnic czasowych, trzy pory roku. Wyjeżdżając z Polski wiosna, w Kalifornii lato, a w Kanadzie zima… Niezła mieszanka dla organizmu.
1712173395863 1712173395888 1712173395919 1712173395947 1712173396014 1712173396046 1712173396075 1712173395802 1712173395833